Wszystkie informacje zawarte w blogu są mojego autorstwa. Dotyczą one mojego życia z Rdzeniowym Zanikiem Mięśni.
Kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie bez mojej zgody jest zabronione!

niedziela, 22 stycznia 2017

On pierwszy.

Nasza historia zaczęła się pewnie tak,  jak większość związków w dzisiejszych czasach. Poznaliśmy się przez Internet, na jednym z portali randkowych. Ale później... Później było zupełnie inaczej.
To On napisał pierwszy. Pisaliśmy ze sobą przez 3 dni. Po tym czasie Sebastian ruszał w trasę, więc kontakt internetowy nie miał szans przetrwać. To ja pierwsza wysłałam swój numer.
On pierwszy wysłał SMS i On pierwszy zadzwonił.
Pierwszy miesiąc naszej znajomości to ciągłe rozmowy. Rozmawialiśmy w każdej wolnej chwili. O wszystkim i o niczym. Rozmawialiśmy ze sobą jakbyśmy znali się już dłuższy czas. Telefon po przebudzeniu, telefon przed snem. Przed śniadaniem, obiadem i kolacją.
Już wtedy wiedziałam, że nie będzie to przelotna znajomość.

Myślicie, że można za kimś tęsknić, mimo że nigdy się tej osoby nie widziało? Ja tęskniłam.
Tęskniłam i bardzo się bałam.
Po mojej głowie plątało się mnóstwo myśli.
No bo, co jeśli się spotkamy i zmieni zdanie? Albo w ogóle nie przyjedzie? Albo jednak okaże się, że to nie to, że rozmowa telefoniczna to nie to samo co w cztery oczy? A co jeśli, przemyśli sprawę i stwierdzi, że nie da rady, że choroba to dla niego za dużo?
Mimo wszystko tęskniłam,a może bardziej pragnęłam?
Odliczałam dni do spotkania.

Sebastian o chorobie wiedział od drugiego dnia naszego wirtualnego spotkania. Nic nie pisałam. Po prostu dodałam zdjęcie do swojego profilu. I czekałam.
Nie odpisywał dłużej niż zwykle. Koniec?
Jednak wiadomość się pojawiła. Żadnych pytań. Temat choroby i wózka poruszyłam ja. Nie zniechęcił się.

Z każdej rozmowy dowiadywaliśmy się o sobie nowych rzeczy. Ale to wciąż było za mało...
Nie mogłam doczekać się spotkania,mimo że tak bardzo się go bałam...

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Czekam na dalszy ciąg ... ;)